|
Komenda i jej przezwyciężenie
(wiek XVII do XVIII)
Komenda, jako instytucja prawna, objęła
klasztory benedyktyńskie (cysterskie) już w średniowieczu. Już król
Kazimierz Jagiellończyk, który w imię prawa patronatu narzucał swych faworytów
na godności kościelne. Zobowiązał on m. in. Lubin do przedstawiania mu opatów
po wyborze celem zatwierdzenia. W 1516 r. mocą konkordatu bolońskiego król
francuski Franciszek I uzyskał od papieża Leona X prawo mianowania biskupów i
opatów. W Polsce sprawy te szły nieco wolniej, ale w tym samym kierunku, w
1526 r. królowa Bona przysłała swych reprezentantów do Tyńca na wybory,
wskazując Andrzeja Gniadego z Zabierzowa jako swego kandydata. Życzeniu królowej
stało się zadość.
Poważne ograniczenie wolności wyborów wniosła konstytucja
sejmowa z 1538 r. Zażądano, by opat wybierany był Polakiem i szlachcicem.
Gdyby takiego w klasztorze nie było, miał być wybrany duchowny świecki, który
— zaprezentowany królowi przez biskupa – pozyskawszy królewskie
zatwierdzenie, miał złożyć śluby zakonne i władzę objąć.
Łagodniejszą formą nacisku była tzw. koadiutoria, która
polegała na podsunięciu żyjącemu opatowi ,, pomocnika" z prawem następstwa.
Oto w 1563 r.: gościł w Lubiniu kard. Hozjusz, który wraz z innymi
dygnitarzami starał się skłonić opata Chojnackiego, aby przyjął koadiutora.
Był nim wyznaczony przez króla scholastyk włocławski, Scibor Krzykowski.
Zgromadzenie jednak obrzuciło tę propozycję, chcąc zachować odwieczne prawo
wolnej elekcji. Podobnych środków używał król Stefan Batory. Wprawdzie raz
obronił się przeciw temu opat Andrzej Brzechwa, ale gdy jego rządy wzbudziły
zastrzeżenia, król, w ścisłym porozumieniu z nuncjaturą, zmusił go do
przyjęcia Mikołaja Mieleckiego w charakterze koadiutora. W ten sposób Tyniec
zyskał jednego z najsympatyczniejszych opatów. Wszakże opór Brzechwy tyle
sprawił, że Mielecki złożył śluby zakonne, więc uchodził za benedyktyna.
Historiografia uważa go za ostatniego ,,swobodnie wybranego" opata, bo
następcami jego byli już komendatariusze. W dziejach Tyńca był to jedyny
wypadek, że królewski kandydat złożył śluby, bo nie można liczyć
Hieronima Lubomirskiego, który na żądanie Stolicy Apostolskiej złożył śluby...
u kawalerów maltańskich. Stanisław Sułowski i Stanisław Łubieński
zamierzali złożyć profesję, ale ostatecznie do tego nie doszło. W innych
opactwach było rozmaicie. Na Świętym Krzyżu narzucani opaci składali
profesję: Mikołaj Kuczowski (1593), Michał Maliszewski (1595), Bogusław Boxa
Radoszowski (1608), a później Stanisław Sierakowski (1636).
Smutną pamięć zostawiło panowanie Zygmunta III, który z właściwym
sobie uporem narzucił komendatariuszów wszystkim benedyktyńskim opactwom, a
więc w 1587 r. Stanisława Gembarta w Płocku, w 1595 r. Michała
Maliszewskiego na Świętym Krzyżu, w 1598 r. Stanisława Gomolińskiego w
Sieciechowie, w 1604 r. Stanisława Sułowskiego w Tyńcu i Jakuba Łempickiego
w Lubiniu, wreszcie w 1608 r. Andrzeja Wilczyńskiego w Mogilnie. Król działał
— być może — w dobrej wierze, ale wolę swoją przeprowadzał
nieraz brutalnie, toteż wszędzie wywoływał sprzeciwy. Zarazem rozpoczął się
nowy okres w dziejach benedyktynów (a także cystersów, norbertanów i bożogrobców)
w Polsce.
Komenda uderzała w podstawy benedyktyńskich ideałów. Reguła
przewiduje, że opat wybrany ze zgromadzenia jest reprezentantem Boga, a przede
wszystkim ojcem. W to miejsce wprowadzono kogoś obcego, kto przychodził dla
wyraźnie zaznaczonych względów materialnych. Początkowo opat komendatariusz
zachowywał pełnię władzy, mieszkał w klasztorze, jak np. Stanisław Sułowski
w Tyńcu, zainteresowany życiem zakonnym, jak jego następca, Stanisław Łubieński.
Bywało wszakże inaczej: Piotr Gembicki nigdy nie pojawił się na miejscu,
pobierając dochody przez prokuratora.
W tym czasie nuncjusze papiescy wzmocnili swą pozycję. Oni
to przyczynili się do reform opactw. Doprowadzili do rozróżnienia władzy
zewnętrznej i wewnętrznej w klasztorach. W tych warunkach wzrosło znaczenie
przeorów i od ich postawy zależało bardzo wiele.
W drugiej połowie XVII w. doszła nareszcie do głosu sprawa
zawiązania kongregacji dla benedyktyńskich klasztorów w Polsce. W innych
krajach, kongregacje takie, zalecane przez Sobór Trydencki, funkcjonowały
bardzo owocnie. W Polsce spóźnienie wynikało ze znacznych odległości między
opactwami, jak również z oporu opatów komendatoryjnych. Opactwa więc działały
samodzielnie, np. wymagając od samych komendatariuszy zaprzysiężenia warunków,
że będą starali się o uchylenie w przyszłości prawa komendy. Jednak skutek
przyniosło dopiero zjednoczenie sił we wspomnianej kongregacji.
Inicjatywę przejęło opactwo świętokrzyskie. Rozwinęła
się tam tradycja o pochodzeniu z Monte Cassino. W 1650 r. opat Sierakowski nawiązał
kontakt z domniemaną macierzą. Miało to doniosłe znaczenie. Jacyś mnisi świętokrzyscy
byli na Monte Cassino, gdy przyjechał tam wojewoda Jan Karol Kopeć, prosząc o
fundację na Polesiu. (1659 r.) Wojewoda poślubił włoską margrabiankę,
Lukrecję Strozzi, dla której urządzał rezydencję. Tak zaczęła się
historia klasztoru w Horodyszczu. Dopomógł opat Sierakowski ze Świętego Krzyża,
uzupełniając kadrę kilkoma mnichami. Niebawem Radziwiłłowie ufundowali
opactwo w Nieświeżu, a reforma zaczęła promieniować na Mogilno, na Święty
Krzyż, a z czasem na całą Polskę.
W takim klimacie, na Świętym Krzyżu, pod rządami
znakomitych opatów, Mikołaja Goskiego i Hieronima Komornickiego, wychowywał
się o. Stanisław Krystyn Mirecki. Wystąpił on na scenę w 1689 r., gdy współbracia
wybrali go na swego opata na przekór królewskiej nominacji, którą otrzymał
Aleksander Wychowski, późniejszy biskup łucki. Trzeba pamiętać, że w owym
czasie o uwolnienie się spod komendy energicznie walczyli cystersi. W tym
kontekście mieści się również gwałtowne pismo opata Mireckiego. Trudności
piętrzyły się na każdym kroku, ale Mireceki przezwyciężył je, doprowadzając
ostatecznie do zawiązania kongregacji. W 1709 r. zatwierdził ją Klemens XI.
Przystąpiły do niej opactwa świętokrzyskie, horodyskie, nieświeskie, mogileńskie,
sieciechowskie, płockie i trockie. W opozycji stanęły jednak opactwa
tynieckie i lubińskie, które dołączyły się dopiero po śmierci Mireckiego
(zm. 8 XII 1733), pod naciskiem nuncjatury w latach 1736 i 1740.
Nuncjatura, wywołując wiele sprzeciwów w sejmie i senacie,
przygotowywała konkordat, który podpisano we Wschowie w 1737 r. Zarazem skończył
się okres komendatariuszów, którzy — zachowując jedynie tytuł opacki
oraz znaczne dochody — zeszli zupełnie na ubocze w dziejach zakonu.
Zawiązanie Kongregacji oraz podpisanie konkordatu
wschowskiego to najszczęśliwsze wydarzenia w dziejach polskich benedyktynów
owego stulecia. Zgromadzenia, po przeprowadzonym podziale posiadłości dla
komendatariusza i na własny użytek, miały ograniczone, ale wystarczające
warunki egzystencji. Władzę sprawował teraz opat klaustralny, którego miało
wybierać zgromadzenie. Nowością w stosunku do tradycji staropolskich było
wprowadzenie władz nadrzędnych, mianowicie wybieranego co 3 lata prezydenta
Kongregacji, Jego rady przybocznej, periodycznie odbywanych kapituł i
wizytacji. Polska kongregacja wzorowała się w tym na bawarskiej, która w
prawach swoich wykorzystała doświadczenia innych, starszych kongregacji.
Kongregacja nosiła tytuł Św. Krzyża, wyraźnie akcentując
aluzję do opactwa świętokrzyskiego, które wychowało jej twórcę i jego
towarzyszy w klimacie sprzyjającym reformom. Kongregacja przyniosła obfite
owoce. Stare zgromadzenia ożyły, wykazując wiele dynamizmu. Sprawnie działały
władze centralne którym autorytetu dodawała solidarność i wzajemna pomoc.
Pięknym przykładem współdziałania były studia zorganizowane dla młodzieży
zakonnej. Rzecz znamienna, że Tyniec, długo trwający w opozycji, odrodził się
i wziął czynny udział w pracach kongregacji. Zdumiewająca też była odnowa
zgromadzenia płockiego. Z chwilą gdy w 1781 r. książę-biskup Poniatowski
przeniósł je do Pułtuska, zabłysło uczonością i znakomitą dyscypliną.
Wiek XVIII obfituje już w źródła drukowane i rękopiśmienne,
toteż łatwiej odtworzyć bieg wypadków. Charakterystyczną dla prac
Kongregacji była troska o Regułę. W rękopisie zachował się lubiński
egzemplarz przekładu z 1750 r. Służył on zapewne do głośnego czytania w
refektarzu. Wzorowe wydanie tekstu łacińskiego dał w końcu wieku o. Wacław
Ziółkowski. Opat Mirecki okazał się dobrym pisarzem i tłumaczem z języków
obcych, a jego żywot stał się wdzięcznym tematem. Dzieje Kongregacji
polskiej i opactwa świętokrzyskiego ówcześnie spisane, stanowią podstawę
obecnego opracowania.
Najbardziej reprezentatywnym autorem owego czasu był opat
Stanisław Kieszkowski, budowniczy kościoła i klasztoru w Horodyszczu, a następnie
opat w Lubiniu. Zwraca uwagę jego praca na tematy fundamentalne dla duchowości
benedyktyńskiej. Mimo że powstawała ona na Polesiu, zdradza zdumiewające
oczytanie autora. Kieszkowski w Lubiniu, już pod jarzmem pruskim, dał się
poznać zarówno jako historyk piszący dzieje swego klasztoru, jak i gromadzący
i ratujący jego pamiątki.
Mniej udane, chociaż bardzo obfite były pisma, względnie tłumaczenia
o. Karola Andrzejowskiego z Lubinia. Interesowała go dziedzina ascetyczna, którą
uprawiał również Jacek Jabłoński. Tematem ulubionym było wychwalanie Matki
Bożej, której sanktuaria, mianowicie, Tuchów, Wąwolnicę i Górkę Duchowną,
benedyktyni mieli pod swoją opieką. Wyliczyć tu można garść panegiryków
ku czci św. Benedykta; pisano też wiersze.
Innym przejawem reformy był rozkwit liturgii z jej ośrodkiem
— jak wolno sądzić — uprzywilejowanym w Sieciechowie. Nowy styl
epoki znalazł odzwierciedlenie w niektórych kościołach, np. dotąd zachowane
wnętrza kościoła w Lubiniu, pochodzące z połowy XVIII w., gdy przeorem był
o. Florian Balicki. W tym samym czasie również kościół tyniecki zyskał
czarno-biały wystrój z marmuru, ufundowany przez opata Bartoszewskiego. Nieco
później opat Stanisław Kieszkowski wymurował Kościół w Horodyszczu. Święty
Krzyż w latach 1777, 1779 palił się dwukrotnie, po czym przeor Fulgenty
Strojnowski zbudował nowy kościół. Wtedy także opactwo mogileńskie, mimo
trudnych warunków, podjęło ważne prace budowlane.
Tymczasem jednak nad odradzającymi się w Polsce
benedyktynami zawisła groźba zagłady. Trzeba więc zaznaczyć, że reforma,
którą w ciągu XVIII w. przeprowadzili w swych starych opactwach, należy do
wybitnych dzieł w powszechnej historii zakonu.
następna część
|